AntykWariaty

Sapere aude, incipe! Chcemy stworzyć stronę, z której będzie mogli dowiedzieć się czegoś więcej o kulturze antycznej niż kilku hasełek z lekcji szkolnych.

Ten obrazek został wygenerowany przez AI.

Kazus „Antygony” – jak polska oćmiata uczy z opracowanek i jaki jest tego skutek.

Mój wpis nie jest artykułem naukowym, choć staram się z poczucia pewnej rzetelności i szacunku dla czytelnika wskazywać źródła cytatów. Nie uwzględniłem wszystkich opracowań, bo artykuł ten rozrósłby się do rozmiarów przynajmniej pracy licencjackiej, dlatego pozwoliłem sobie na wybranie tylko niektórych.

Antygona Sofoklesa to jeden z ośmiu tekstów starożytnych, z jakim spotykają się uczniowie liceum na poziomie podstawowym (sześć tekstów to ustępy ksiąg biblijnych – Księgi Rodzaju, Księgi Koheleta, Księgi Hioba, Księgi Psalmów oraz Apokalipsy wg. św. Jana- siódmy to Iliada Homera, też w ustępach). Jak na tak obszerną epokę, jaką jest starożytność, liczba tych tekstów jest zatrważająca. Gdyby chcieć je przeczytać wszystkie na raz, zajęłoby to góra dwa dni. Dodam jeszcze, że dla poziomu rozszerzonego przewidziano jedną lekturę dodatkową, a mianowicie Odyseję Homera (też w ustępach), natomiast jako lektury uzupełniające zaproponowano Króla Edypa Sofoklesa, Poetykę Arystotelesa i Państwo Platona (z dwóch ostatnich tylko wybrane ustępy). Nie wliczam tutaj zbioru mitów autorstwa Parandowskiego, gdyż nie jest to tekst pochodzący stricte z epoki starożytnej, jest on tekstem spreparowanym[1]. Z zagranicznych najbardziej znanym jest zbiór zatytułowany Mity Greckie autorstwa Roberta Gravesa. Także ciekawym, bardziej eseistycznym dziełem są Zaślubiny Kadmosa z Harmonią Roberta Calasso.

Ad rem – uczeń z epoki starożytnej poznaje głównie teksty biblijne, tekstów epoki greckiej nie poznaje praktycznie wcale. A jak już je poznaje, to poznaje je… źle. Interpretacje, które są serwowane w licznych opracowaniach, brykach, są merytorycznie niezgodne z najnowszymi ustaleniami badaczy i specjalistów w dziedzinie filologii klasycznej. Po krótce chciałbym te niezgodności przedstawić i mam nadzieję, że tekst ten przeczytają nie tylko dorośli, ale również i uczniowie szkół, bo ten problem dotyczy w dużej mierze ich edukacji. Ze względu na objętość tekstu, omówię tylko przypadek postaci Kreona.

Dodam tylko, że myślałem w mojej pysze i zadufaniu, że będę pierwszym, który opisze ten problem. Na szczęście zrobiła to już wcześniej dr. Barbara Babik z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W dalszej części będę odwoływał się do jej artykułu zatytułowanego O „Antygonie” i Antygonie trochę inaczej, który ukazał się w czasopiśmie Ruch Literacki w 2012 roku. Można go znaleźć także w Internecie w formacie PDF.

Problemem są właśnie wcześniej wspominane opracowania. Zasada decorum, zasada trzech jedności, właściwa budowa tragedii (prologos, statismony, epejsodiony, exodus), max 2-3 bohaterów na scenie (dlatego, że sceny były wtedy tak słabo budowane, że większa liczba aktorów mogła spowodować jej zawalenie się) – to jest techniczne podsumowanie tego, czym jest Antygona. Treściowo? Konflikt dwóch upartych postaci, obstawiających mocno przy swoim zdaniu („moja racja jest mojsza niż twojsza”), co musi się skończyć w zły sposób i nikt tutaj nie jest zwycięzcą. Ach, no i oczywiście Kreon reprezentuje prawo państwa, natomiast Antygona prawo bogów, i oczywiście, to bogowie muszą wygrać. No i jest nad nimi fatum, hybris i dajmy jeszcze kilka innych greckich słówek, żeby powstała iluzja, że to wszystko jest tak mądre i tak niesłychanie skomplikowane, że licealiści nie są w stanie ogarnąć tego swoimi jeszcze dziecięcymi umysełkami, mózgusiami[2]

Przepraszam za mój ironiczny ton, ale naprawdę nie jestem w stanie inaczej podejść do tak ograniczonego patrzenia na literaturę, jakim są raczeni uczniowie. Zwraca na to uwagę również pani Babik w swoim tekście: „Sama Antygona natomiast wyrasta często w tych interpretacjach na postać, która przybiera kształt posągu – zimnego, oschłego, o bardzo męskich cechach, ewentualnie kształtowana jest na wzór męczennicy, co więcej, niemal męczennicy chrześcijańskiej. Jak wnikliwy czytelnik łatwo może zauważyć, tragizm tego utworu i jego bohaterów zostaje zbanalizowany, przedstawiony bardzo powierzchownie, jest pozbawiony całej swojej głębi czy metaforyczności, a sprowadzony wyłącznie do konieczności wyboru między dwiema równorzędnymi, wykluczającymi się, racjami[3]„.  

Zacznijmy od tego, że tragedie antyczne nigdy nie były i nie są utworami jednoznacznymi[4]. Istotnie, można z nich wyłuskać bardzo proste przesłanie, coś na rodzaj morału, lecz jest to obudowane o wiele bardziej skomplikowaną materią. Skomplikowaną, lecz nie oznacza to, iż niezrozumiałą dla licealisty.

Przede wszystkim w opracowaniach i brykach totalnie ignoruje się kontekst historyczny oraz kulturowy tej lektury[5]. Sofokles pisał dla Ateńczyków V w. p.n.e. i to z ich perspektywy musimy najpierw spojrzeć na tekst. Wszelkiego rodzaju  nawiązania chociażby do problematyki skutków reform Klejstenesa, konfliktu Sofoklesa z Peryklesem, do obrazu bogów w starożytnej Grecji, greckiego pojmowania sensu istnienia człowieka umykają nam w streszczeniach i punktowaniu „problematyki utworu” pod skrypt maturalny[6]. Na dodatek, gdy głębiej przeanalizujemy Antygonę okazuje się, że brakuje jej jednego z elementów, który kwalifikowałby ją jako klasyczną tragedię antyczną, znaną z opracowań, a mianowicie – fatum, a raczej ananke[7]. Z analizy tekstu tragedii dowiemy się także, że Sofokles bardziej stawiał na wolność wyboru u obu bohaterów, niż na poddanie ich jakiejś wyższej sile. Bogowie tutaj ustanawiają pewne ramy działania, a ich ingerencja objawia się pośrednio,[8] w opozycji chociażby do eposów Homera. U Sofoklesa najważniejszy jest człowiek, sytuacja z jaką się spotyka i działania przez niego podejmowane w konfrontacji z nią.

Niby „Antygona”, a jednak Kreon.

W opracowaniach Kreon przedstawiany jest jako despotyczny jedynowładca, reprezentujący miasto-państwo. Tylko że Teby za czasów panowania Lajosa czy Edypa są miastami władanymi przez jednego człowieka. Problemem zatem nie jest to, że bohater samodzielnie dzierży władzę – problemem jest to, jak nią dysponuje. Kreon poniża Antygonę, nie liczy się z ich powinowactwem (wszak jest jej wujem), z rodziną. Jest zaślepiony chęcią pokazania swojej władzy, potęgi, jaka dana mu została nad jednostką. Lecz nie w tym leży jego hybris. Jego hybris leży w tym, iż postanowił nie udzielić zmarłemu Polinejkesowi pogrzebu. Warto dodać, że zakaz Kreona miał dotyczyć nie tylko okolic Teb, ale że W OGÓLE nie można pochować zmarłego, abstrahując od lokalizacji grobu. Dlaczego to takie ważne? Bez pogrzebu ciało nie mogło przejść do Hadesu (casus Syzyfa) i dusza błąkałaby się po ziemi. Na to bogowie nie mogli przystać, bowiem złamano ustalony przez Zeusa porządek, że zmarli należą do boga Hadesa. Pisze o tym Robert Chodkowski: ”Bezprawność postępowania Kreona polega na tym, że przywłaszczył sobie prawa przynależne bóstwom podziemnym[9]”. Potwierdza to Babik: „W oczach Kreona bowiem Polinejkes jest przede wszystkim zdrajcą ojczyzny i świętokradcą, a w takim wypadku można było odmówić mu pogrzebu, ale jedynie w rodzinnej ziemi, jak podkreślają krytycy. Kreon winien pozwolić Argejczykom na pochowanie poległego ciała. Ten jednak zabrania jakiegokolwiek pochówku. Sofokles przedstawił obwieszczenie wodza jako pozbawione słuszności. Podkreślił także okrucieństwo jego wyroku i sposobu potraktowania przez niego ciała zmarłego, gdyż był on obraźliwym wystąpieniem nie tylko przeciwko człowiekowi, jak i przeciwko bogom, którzy mimo wszystko żądają pogrzebu. Porzucenie ciała w odczuciu Greków postrzegane było bowiem jako míasma[10]„. Ten ostatni termin w ogóle nie pojawia się w opracowaniach a jest on bardzo istotny dla zrozumienia całej sytuacji. Miasma to inaczej „zmaza”, uczynek, który, w dużym uproszczeniu, piętnuje łamiącego prawa boskie. Termin miał charakter ściśle religijny. Na marginesie w  przypadku polis greckiego możemy właściwie mówić o państwie quasireligijnym[11]. Obrzędy religijne były również obrzędami o charakterze państwowym. Zatem Kreon pluje, metaforycznie rzecz ujmując, nie tylko na bogów, ale w konsekwencji również i na państwo, którego jest władcą. Idąc dalej, jego rozporządzenia nie reprezentują interesu państwa, ergo: konflikt państwo-jednostka nie istnieje.  Tak o tym pisze Chodkowski: „Wielu badaczy dostrzega ponadto w sztuce konflikt jednostki i państwa oraz wymaga od Antygony poświęcenia części swoich praw w imię dobra państwa. Otóż, po pierwsze, pogrzebanie Polinejkesa leżało w interesie Teb, a zatem czyn Antygony był działaniem nie przeciw, lecz dla dobra kraju; po drugie, od Antygony jako od osoby prywatnej nie możemy wymagać postępowania politycznego – ona ma obowiązek działać etycznie, nie politycznie. Bohaterka Sofoklesa tak właśnie postępuje: działa zgodnie z własnymi przekonaniami, bez zwłoki i konsekwentnie. Nie jest to jednak z jej strony moralna anarchia, ponieważ Antygona w swojej postawie uwzględnia wartości wyższe (…). Bieg zdarzeń wykazuje, że takie postępowanie było sprawiedliwe, bo zgodne ze słusznością i dobrem państwa, oraz zbożne, bo zgodne z naturą i z prawami bogów (…) Między czynem i postawą bohaterki a interesem państwa nie ma żadnego konfliktu[12]”. Istnieje zatem konflikt tyran-jednostka. Kreon nie jest obrazem państwa. Jest obrazem tyrana. „Przeciwstawia się prawom, działając, jak się okazuje, na niekorzyść państwa. Nie słucha osób, które apelują do jego rozsądku i dobrze mu radzą, jak Hajmon czy Tejrezjasz, w odpowiedzi zarzucając im szaleństwo i właśnie brak rozsądku. To samo w rozmowie z Antygoną zarzucił także swojej siostrzenicy. Kilkakrotnie w ciągu tragedii pojawia się motyw błądzenia i możliwości zmiany decyzji czy ustąpienia, które jest wyrazem rozsądku. Kreon jednak odrzuca wszystkie możliwości, znieważając osoby, które mu je dają. Kreon lekceważy także wszelkiego typu więzy: więzy krwi, więzy małżeńskie i więzy uczuciowe, czym niechybnie ściąga na siebie gniew bogów[13]„. W ten sposób właściwie można opisać przejawy hybris, jaką ta postać „grzeszy”. Kreon jest po prostu obrazem tego, do czego jedynowładztwo może doprowadzić, jeżeli na stanowisku tym znajduje się nieodpowiedni człowiek, pozbawiony sofrosyne, czyli roztropności, będącym zadufanym w sobie ignorantem. Lecz na pewno nie reprezentuje on w tej tragedii państwa jako instytucji politycznej.

Czego natomiast dowiemy się z opracowań?

„W Antygonie konflikt rozgrywa się między prawem boskim a ludzkim. Antygona sprzeciwia się Kreonowi, wierząc, że pochowanie brata to jej obowiązek wobec bogów. Złamała prawa ludzkie, ale działała w zgodzie z wyższymi zasadami. Jej los był jednak naznaczony fatum – cokolwiek by nie zrobiła, poniosłaby karę. Kreon, choć miał władzę, nie mógł ułaskawić Antygony bez utraty autorytetu jako króla. Obie postacie znalazły się w sytuacji bez wyjścia”[14].

Czym są „prawa ludzkie”, nigdy się nie dowiemy. Czy są to prawa ustanowione przez ludzi? Czy są to prawa państwowe zatem?[15] No nie, bo skoro Kreon nie reprezentuje własnego państwa, to nie są to prawa polis. A zatem „prawa ludzkie”to kaprys dowolnego człowieka? Nie wiedziałem, że dziecko, domagając się usilnie ode mnie czekolady i stosując przemoc soniczną, ustanawia jakieś „prawo ludzkie”nade mną. Wiemy natomiast, na podstawie badań literaturoznawczych, że tak nazwany konflikt nie istnieje. Istnieje natomiast konflikt prawa boskie – prawo zwyczajowe/prawo ustanowione przez człowieka. Poza tym w Antygonie nie występuje fatum, tylko ananke.

Racje Kreona i Antygony
Antygona kierowała się miłością do brata i wiernością prawom boskim, wierząc, że każdy zasługuje na godny pochówek. Kreon, jako władca, stawiał dobro państwa ponad wszystko, wierząc, że prawa muszą być przestrzegane bez wyjątków. Jego decyzje miały chronić porządek w Tebach, ale zapomniał o ludzkich uczuciach[16]”.

Ten sam problem. Wyżej udowodniłem, że Kreon nie stawiał dobra państwa, lecz własne.

„Kreon jest władcą, który pragnie rządzić sprawiedliwie i dla dobra swoich poddanych. Uważa, że silny władca to taki, który potrafi egzekwować swoje rozkazy i zdobyć szacunek przez konsekwentne działanie. Kreon wierzy, że zakaz pochówku Polinejkesa jest słuszny, bo tylko w ten sposób może okazać swoją sprawiedliwość i lojalność wobec państwa. Jego decyzja ma wymiar polityczny – chce pokazać poddanym, że nikt, nawet członek królewskiej rodziny, nie stoi ponad prawem. (…) Kreon jest zdecydowany, by ukarać Antygonę, co uważa za konieczność wynikającą z troski o zachowanie porządku w państwie. Mimo to jego surowość i upór okazują się zgubne. Kreon nie słucha głosów rozsądku – ani Tyrezjasza, który ostrzega go przed gniewem bogów, ani syna, ani ludu, który również zaczyna wątpić w słuszność jego decyzji. Dopiero tragiczna śmierć Antygony, Hajmona i Eurydyki (żony Kreona) zmusza go do refleksji nad swoimi czynami[17]”.

„Kreon – król Teb, który przejął władzę po śmierci obu braci, synów Edypa, jako brat Jokasty. Sam uważa, że władza należy mu się z woli ludu, co nie jest prawdą. Mieszkańcy Teb nie akceptują decyzji Kreona o zakazie pochówku jednego z braci. Boją się gniewu bogów, którzy przestali przyjmować ich ofiary. Król Kreon nie interesuje się jednak wolą ludu, tylko dąży do wzmacniania swojej pozycji. Nie interesują go ani argumenty Antygony, ani argumenty syna Hajmona, ani nawet przepowiednia wróżbity Tyrezjasza. Uważa, że jeżeli jakkolwiek ustąpi, straci autorytet władcy. Ślepy pęd do władzy absolutnej sprawia, że Kreon w gruncie rzeczy zostaje największym przegranym w sensie moralnym, ponieważ w wyniku jego głupich decyzji ginie Antygona, Hajmon i żona Eurydyka[18]”.  

Ani słowa o tyranii, o instytucji polis greckiej, ani o miasma, ani o ate (które też się pojawia chociażby u Homera w Iliadzie). Mamy tylko wspomnienie o jakimś „ludzie”, który jest niezadowolony z decyzji władcy, lecz temat nie jest w ogóle rozwinięty, nie jest osadzony w kontekście realiów ówczesnej Grecji. I jeśli stawia się tezę, że Kreon sam siebie obwołał władcą Teb bez zgody ludu, to czemu nie przedstawia się dowodów na to?

Antygona a mit o Labdakidach.

Odnośnie miejsca tragedii w sofoklesowej wersji mitu o Labdkidach – kwestią dyskusyjną jest umieszczenie jej jako kontynuacji pewnej konkretnej linii fabularnej, znanej z Króla Edypa. Historia Antygony w wersji Sofoklesa ogólnie była odcięta od zakończenia Króla Edypa (tam mamy informację, że Edyp udał się na wygnanie – stąd później dopisana tragedia Edyp w Kolonos. Natomiast w Antygonie na początku dowiadujemy się, że Edyp został w Tebach i być może nawet tam zmarł[19]). Najprawdopodobniej historia ta została wymyślona przez Sofoklesa a sytuacja polityczna Teb miała być odzwierciedleniem sytuacji panującej w ówczesnych Atenach i konflikcie na linii Sofokles – Perykles[20]. Dlaczego w ogóle warto o tym wspominać? Bo to też pokazuje nam, że literatura od zawsze komentowała otaczającą ją rzeczywistość i była pewną reakcją na wydarzenia, których autor był świadkiem. Tymczasem uczeń na lekcjach dowie się jedynie, że Antygona od początku miała być dziełem ponadczasowym, bo porusza uniwersalne treści. Bo przecież to z tego powodu ta tragedia cieszyła się tak ogromną popularnością w upolitycznionym, zdemokratyzowanym świecie Aten.

Przytoczone tutaj przeze mnie ustępy z opracowań mają charakter bardzo ogólnikowy, choć dotyczą skomplikowanego zagadnienia. I właśnie w taki sposób uczniowie, wychodząc z liceum, postrzegają literaturę i ją analizują. Nie czytają o niej więcej, niż jest potrzeba. Ręka w górę z czytających mój tekst, kto pochłaniał dużo książek w liceum i wyszedł z wynikiem  plus-minus 80%  na maturze podstawowej z polskiego a ten, kto  leciał na opracowaniach, otrzymał wynik podobny lub nieco mniejszy. Czy można łatwiej zniechęcić dzieciaki do czytania niż pokazać im bezsensowność tej czynności? I żadne programy narodowego czytania tego nie zmienią, jeśli uczniowie nie będą mogli zastosować tej czynności w praktyce, czyli – pisząc prace, dające możliwość samodzielnej analizy dzieła literackiego przez ucznia[21] z użyciem stosownego aparatu. Tymczasem jedynymi tekstami, które dzięki swojej formie są nieświadomie/celowo ‘dopuszczone’ przez CKE na maturę, są… opracowania właśnie, przedstawiające gotową analizę. Język, jakimi są napisane, sprawia, że łatwiej jest uczniowi dzięki nim opisać dany problem czy przedstawić sytuację z lektury, niż po prostu przytoczyć stosowny fragment z książki i później skomentować to WŁASNYMI SŁOWAMI. Ponadto takie odpowiedzi, które są pisane w stylu opracowań, są lepiej oceniane dlatego, że bardziej pasują do klucza. Środowisko akademickie jednak nie widzi w tym problemu, a jeśli by nawet widziało, to najwidoczniej nic z tym nie chcą zrobić albo po prostu ma wiecznie związane ręce tysiącami sznurów, które sobie najczęściej sami zawiązują.  

Wracając do samej Antygony-spróbowałem przedstawić złożoność postawy jednego z głównych bohaterów i ilość danych, jakie musimy wziąć pod uwagę przy interpretacji takiego tekstu. Teraz wyobraźmy sobie, co by było, gdyby uczono Mickiewicza tylko w jeden sposób – np. że ballada Romantyczność to historia o dziewczynie, która stoi na środku wsi i widzi ducha swojego chłopaka, i mówi do tego ducha jakieś swoje żale, a wszyscy mieszkańcy tejże wsi się na nią gapią, co niektórzy nawet dyskutują o tym żywo. I tyle. Nic więcej. Dodatkowo omówienie budowy wiersza, wskazanie cech charakterystycznych dla liryki romantyzmu i koniec. Nie ma pogłębionej analizy, bo… po co? Oczywiście, ambitny poLoLnista oburzy się na takie spłycanie Mickiewicza, no jak to tak, przecież to był tak wybitny polski poeta, wieszcz narodowy (też filolog klasyczny, ale o tym się jakoś nie wspomina), kalać go nie można! Filolodzy klasyczni już Sofoklesa przed skalaniem nie mogą obronić, bo… nie mogą nauczać w szkołach literatury starożytnej[22] jako przedmiotu po ukończeniu tylko swoich studiów bez potrzeby robienia stosownej podyplomówki z… języka polskiego. Mało tego, do prac nad podręcznikiem szkolnym do pierwszej klasy liceum nie jest zaangażowany żaden filolog klasyczny[23]. Zabawnym jest również fakt, że większość autorów podręczników do polskiego to historycy (zdarza się, że i literatury), co tylko potwierdza konieczność zmiany nazwy przedmiotu z „Język Polski” na „Historia literatury polskiej i powszechnej”.  

Reasumując… 😉

Jakie płyną z tego wnioski? W szkołach przedmioty humanistyczne uczone są byle jak. O ile swoim wpisie przywołuję konkretne źródła, to uczeń ma przedstawioną wiedzę na zasadzie „zaufaj mi, mordo, wiem, co mówię”. Opracowania nie mają podanych żadnych źródeł, podobnie jak i podręczniki. Uczeń nie może sięgnąć do materiału źródłowego, choć paradoksalnie dostęp do niego jest o wiele szerszy i większy niż kiedykolwiek w historii ludzkości. Zatem, nie musząc tego robić, nie jest nauczony sprawdzania tego, skąd do niego informacje dochodzą, nie jest w stanie ich ZWERYFIKOWAĆ. Dzisiaj głośno mówi się o wszelkiej dezinformacji, misinformacji, fake newsach itd. Ale gdy nie ćwiczy się młodych ludzi w korzystaniu ze źródeł, także naukowych, to potem na studiach przychodzi wielkie WOW i…i w ogóle MUSISZ cytować, nie możesz parafrazować, chociaż całe 4 lata liceum wpajano ci do głowy „PISZ WŁASNYMI SŁOWAMI”. Jest grubą bezczelnością takie marnowanie czasu uczniów – uczenia ich czegoś, czego będą musieli się później i tak oduczyć na studiach. Brak zainteresowania lekturami wśród młodych natomiast wynika z nadmiernej formalizacji dyskusji nad książkami, sprowadzenia wszystkiego do literaturoznawczego bełkotu i nauczeniu kilku bon montów w stylu hybris czy decorum. Kazus Antygony pokazuje to, że opracowania nie są w stanie przetrwać konfrontacji ze współczesnymi badaniami literaturoznawczymi. A skoro ich treść nie jest oparta na nich, to jakie jest ich źródło?


[1] Takich zbiorów mitów jest więcej. Obok Parandowskiego zbiór taki stworzyła również Wanda Markowska (W. Markowska, Mity Greków i Rzymian, wyd. Iskry 2023 wzn.), czy później Zygmunt Kubiak (Z Kubiak, Mitologia Greków i Rzymian, wyd. Znak, Warszawa 2022, wzn.). Są też wersje dla najmłodszych od Grzegorza Kasdepke  czy Lucyny Szarej albo Agnieszki Nożyńskiej-Demaniuk.

[2] Gombrowicz wiecznie żywy.

[3] Babik M., O „Antygonie” i Antygonie trochę inaczej, w: Ruch Literacki nr III, 2012, s. . https://journals.pan.pl/Content/82849/PDF/02_paper2012nr2.pdf  [Dostęp online na 3 III 2026 r].

[4] Za ten skrót myślowy niejeden badacz antyku by mnie pewnie ukatrupił, aczkolwiek, jak zaznaczałem powyżej, ten tekst nie jest artykułem naukowym, tylko wpisem.

[5] Jest to o tyle ironiczne, że przecież na maturze w rozprawkach wymaga się użycia kontekstów.

[6] Ostatecznym weryfikatorem wiedzy ucznia jest egzamin maturalny, który oczekuje formułek w stylu właśnie opracowań a nie ocenia warsztatu, metodyki, indywidualnej interpretacji ucznia w oparciu o narzędzia analizy literackiej. Chętnych odsyłam do informatorów maturalnych i przykładowych odpowiedzi, wypuszczonych przez CKE. Porównanie tychże odpowiedzi z tekstami bryków powinno dać do myślenia.

[7] Fatum (los) wystepuje tragediach łacińskich, Ananke (konieczność) w greckich i nie są to tożsame terminy. Istnieje co prawda interpretacja, rozciągająca winę tragiczną Edypa na Antygonę, ale nie jest ona jedyną słuszną.

[8] Chodzi tu o rozmowę Tejrezjasza z Kreonem oraz o konfrontację Kreona ze skutkami poniesionej przez niego decyzji – czyli śmierci żony i syna.

[9] Sofokles Antygona, oprac. i  tłum. Robert Chodkowski, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2004, s. 71.

[10] K. Babik, art.cit., s. 162.

[11] Na potrzeby wywodu stosuję tutaj skrót myślowy. Chętnych odsyłam do

[12] Sofokles, op.cit., s. 71.

[13] Babik, art. cit., s. 164.

[14] https://sciaga.pl/polski/antygona-gatunek-literacki [dostęp na: 24.02.2026].

[15] Ogólnie kwestia podziału na prawo ludzkie i prawo boskie występuje w filozofii prawa, ale nie jest ona tak jednoznaczna, jak to się przedstawia w opracowaniach lektur. Żeby poważniej podejść do tematu autorzy opracowań i interpretacji lektury powinni na początku zdefiniować oba terminy dla jasności.   

[16] https://sciaga.pl/polski/antygona-gatunek-literacki [dostęp na: 24.02.2026].

[17] https://sciaga.pl/polski/antygona-charakterystyka-kreona [dostęp na: 24.02.2026].

[18] https://www.bryk.pl/lektury/sofokles/antygona.charakterystyka-bohaterow [dostęp na: 24.02.2026].

[19] Sofokles, op. cit., s. 31.

[20] Zob. Robin Osborne Sophocles and Contemporary Politics w: The Companion of Sophocles, ed. Kirk Ormand, wyd. Blackwell Publishing, Oxford 2011, s. 274.

[21] Zdaję sobie sprawę, że nie jest to jedyne rozwiązanie tego problemu. Ale skoro już uczymy nastolatków historii literatury i analizy dzieła, to róbmy to chociaż porządnie.

[22] Ogólnie głos filologów klasycznych w sprawie programu nauczania oraz doboru lektur zdaje się być mocno ignorowany lub tylko mniejszość naukowców, ekspertów w dziedzinie badania tekstów antycznych krytykuje obecny system otwarcie w publikacjach (jeżeli jest inaczej, szczerzes proszę o podanie takich przykładów). Natomiast jeśli już się pojawiają głosy krytyki systemu edukacji w materii nauczania o kulturze antycznej, to ze strony prawicowo – konserwatywnych środowisk, których nacisk kładziony jest bardziej na przywrócenie łaciny do szkół na zasadzie „bo kiedyś tak robiono i to jest normalne”.

[23] W czterech podręcznikach największych wydawnictw edukacyjnych taka sytuacja ma miejsce (WSiP, Nowa Era, GWO i OPERON). Być może jakieś podręczniki o których istnieniu nie miałem pojęcia mają takich specjalistów w gronie autorów.